1

Temat: Zimbabwe

Jak wyglądało życie w kolonialnej Afryce  kiedy rozpadało się Imperium Brytyjskie? Można o tym poczytać w książkach przygodowych z początku ubiegłego wieku, albo poczuć na własnej skórze – w Zimbabwe.

Decyzja o wyjeździe była nagła. Dzień przed wylotem zdążyłam jeszcze wpaść do lekarza od chorób tropikalnych. Po głowie chodziły mi zapomniane dawno fragmenty książek z czasów młodości – zwłaszcza te, w których mowa była o żółtej febrze, czerwonce, malarii, śpiączce, tyfusie, elephantiasis, oraz gorączce krwotocznej.

Pan doktor specjalista z LIMu zapytał o cel podróży i z miejsca sięgnął po podręcznik – co utwierdziło mnie w przekonaniu, że moje życie spoczywa we właściwych rękach. Po dłuższej chwili pokręcił jednak głową i powiedział: nie widzę tu wzmianki o Zimbabwe, czy to jakaś świeża nazwa? Wątpliwości rozwiała Wikipedia: okazało się, że w roku 1980 (kiedy oddawano do druku podręcznik pana doktora) na mapie Afryki nie było Zimbabwe. Była za to Rodezja Południowa – kolonia brytyjska – żywa skamieniałość z czasów świetności Imperium Brytyjskiego. Taka geograficzna Latimeria.

Władza w kraju znajdowała się w całości w rękach białych posiadaczy ziemskich stanowiących może 5% populacji. Dzięki olbrzymim farmom, taniej sile roboczej, i stosunkowo nowoczesnej agrotechnice Rodezja była spiżarnią Afryki. I właśnie wtedy przyszła demokracja, wolność, pierwsze wybory, pierwszy czarny premier: Robert Mugabe. Nastała niepodległość, Rodezja niknęła z mapy Afryki, powstało Zimbabwe.

Dziś – 30 lat później – Zimbabwe nadal jest wolne i demokratycznie a Robert Mugabe został właśnie – po raz piąty z rzędu - mianowany prezydentem. Reforma rolna polegająca na odebraniu farm białym i przekazaniu ich własnej rodzinie doprowadziła do likwidacji rolnictwa. Biali posiadacze uciekli z kraju w obawie o życie. Inflacja wynosi około 15000000%. Walutą jest lokalny Dolar. Obiegowym nominałem jest: ‘One Bag’ – czyli torba z supermarketu wypełniona banknotami 1000 Dolarowymi.

W tej sytuacji pojęcie oszczędzania nabiera nowego znaczenia, ale oszczędzać – jak wiadomo – można w każdym czasie. Mój kolega z Harare rozwiązał ten problem w sposób następujący: z każdą otrzymaną pensją udaje się prosto do lokalnej cegielni, gdzie za całą otrzymaną kwotę nabywa dachówki (musi się spieszyć, bo cena dachówek jest rewaloryzowana co 12 godzin). Dachówki zawozi następnie na swoje podwórko, i tam składuje.

- Dolary tracą wartość po 12 godzinach – dachówki nie.
- Dachówki można przechowywać dowolnie długo, i pod gołym niebem.
- Dachówek nie trzeba pilnować: są ciężkie i żeby cokolwiek na nich zarobić trzeba ich ukraść ładnych parę ton.

W ciągu ostatnich 6 lat mój kolega stał się prawdziwym królem dachówek.
Taka afrykańska lekcja ekonomii w warunkach kryzysu.
:  )

Ostatnio edytowany przez ~Kris (2009-06-27 21:55:00)