Temat: Bułgaria - St. Konstantin
Po co jeździmy nad morze?... spędzając w tej podróży wiele godzin (a nawet dni), wydając majątek, wystawiając się na różnorakie niebezpieczeństwa (poczynając od utraty paszportu, a kończąc na rozpadzie małżeństwa)...
Odpowiedź: jeździmy po zdrowie!
Nic dziwnego, że przeróżne nadmorskie kurorty (ta nazwa nie wzięła się znikąd) prześcigają się w dowodzeniu, że istotnie są kurortami.
St. Konstantin – mała nadmorska miejscowość niedaleko Varny – szczyci się posiadaniem gorących źródeł, które – rzecz jasna – posiadają niekwestionowane (choć trudne do sprecyzowania) właściwości lecznicze.
W celu odbycia kuracji, należy udać się nad morze i odnaleźć miejsce, gdzie z nadmorskich krzaczorów, oddzielających nędzną plażę od rzędu nadmorskich hoteli, sterczy - na wysokości mniej więcej dwóch metrów - zardzewiała metalowa rura, przypominająca kształtem i rozmiarem instalację ściekową z czasów realnego socjalizmu.
Pod rurą, pośród porozrzucanych bezładnie malowniczych głazów (z których połowę stanowi gruz i inne odpady z okolicznych placów budowy), w wyniku naturalnej erozji gruntu, ukształtowało się niewielkie bajorko. Woda w bajorku jest biaława i wali siarkowodorem, co - ze względu na obecność wspomnianej rury, wychodzącej na plażę wprost ze skupiska okolicznych hoteli - wydaje się zupełnie naturalne.
Jesteśmy na miejscu! Wystarczy tylko dostojnie się rozebrać, i umieścić odwłok bezpośrednio pod ciurkającą z rury dymiącą cieczą - ignorując pozostałych kuracjuszy, wraz z całą towarzyszącą im paletą chorób skórnych i innych interesujących deformacji.
W końcu: zdrowie jest najważniejsze.
Ostatnio edytowany przez ~Kris (2009-07-26 13:00:07)
