Temat: Chiny - Hong Kong
Chłopcom z mojego pokolenia Hong Kong kojarzy się przede wszystkim z legendarnym Bruce Lee, który spędził młodość pośród ulicznych gangsterów z Kowloon, i który tu również zmarł w roku 1973, na sześć dni przed premierą swojego najlepszego filmu.
Z tamtych czasów pozostało mi złamane żebro (wgniecione niecelnym kopnięciem sparring partnera) i marzenie, żeby odwiedzić Hong Kong, zanim pochłoną go Chiny Ludowe.
Żebro krzywo się zrosło, ale do Hong Kongu dotarłem, tyle że później niż sobie wymarzyłem - cztery lata po owym pamiętnym dniu, gdy telewizje na całym świecie pokazywały zielone ciężarówki chińskiej piechoty, przejeżdżające ulicami Victorii. Okazało się, że Hong Kong jednak nie zniknął...
Wsiadając na statek nie liczyłem na zbyt wiele. Płynąłem z Makau, które na mojej liście marzeń znajdowało się dosyć wysoko, a okazało się dziurą koszmarną i plugawą. Szkoda zresztą gadać - nie wyjąłem nawet aparatu.
Hong Kong jednak nie zawiódł.
Spędziłem tam tylko parę dni. W pamięci zostały obrazy bez kontekstu i komentarza: Uliczki Kowloon, wieżowce, Góra victorii, i port. Głównie port.
Port bowiem, poza panoramą znaną ze wszystkich pocztówek, jest najbardziej charakterystycznym fragmentem krajobrazu. Port jest wszędzie, z każdej strony. Otacza te nieprawdopodobnie ściśnięte i wyciągnięte w górę biurowce i bloki mieszkalne, i zupełnie, zupełnie do nich nie pasuje. Dla mnie, istotą Hong Kongu jest port.
Port żyje - nie jest turystyczną atrakcją. Wystarczy policzyć kutry, obejrzeć nabrzeża, by się o tym przekonać.
Tysiąc lat temu, kiedy na brzegu nie było szklanych wieżowców, był port.
Port jest stylem życia. Patrząc na cały ten bałagan miałem wrażenie, że zaglądam komuś do garażu, albo za stodołę - tam gdzie dzieje się to zwykłe, codzienne życie, którego nie widzą niedzielni goście.
Zapomnijmy o bankach. Patrząc na wodę widać tylko zwykłą portową osadę. Niezmienną od setek lat.
Na brzegu tradycyjne chatki chińskich rybaków : )
Ludzie morza lubią trzymać się razem. Mieszkają tu - zgodnie z chińską tradycją - całymi rodzinami.
W trzydziestopiętrowych blokach.
... a reszta, to już tylko dodatek. Nie warto się zatrzymywać: niedługo zniknie, i przeminie.
Ulice Kowloon:
Rzut oka na na najwyższą część miasta z Góry Victorii:
Ta sama część miasta widziana w nocy i z przeciwnej strony: z nabrzeża Kowloon:
Postaliśmy tak chwile, zrobiliśmy zdjęcia, i poszliśmy dalej nabrzeżem. Szkoda czasu na śpiące wieżowce. Dookoła czekał port, który żyje także nocą.
Ostatnio edytowany przez ~Kris (2010-01-18 23:01:31)












