Temat: Rumunia, Transylvania – Zamek Bran
Drakula miał po prostu trudne dzieciństwo.
Był jednym z synów panującego księcia i w związku z tym: pretendentem do tronu. W Średniowieczu taka pozycja dawała oczekiwaną długość życia poniżej jednego roku: mały Drakula, bawiąc się w piaskownicy, musiał stale uważać, żeby żaden z braci nie plątał mu się za plecami. W dodatku matka mówiła do niego wyłącznie po węgiersku.
Rozumiejąc sytuację i wiedząc, że tak czy owak długo synem cieszyć się nie będzie, ojciec Drakuli (pieszczotliwie nazywany Smokiem) sprzedał go w niewolę Turkom w zamian za pewne – dosyć zresztą marne - gwarancje terytorialne. Dzięki tej transakcji Drakula przeżył, i zyskał cechy charakteru niezbędne by zostać skutecznym politykiem, władcą, i rumuńskim bohaterem narodowym.
Impuls do powrotu do kraju dała młodemu Drakuli wiadomość, że ojciec został w końcu zamordowany, a najstarszemu z braci wypalono oczy gorącym żelazem, a następnie żywcem pochowano.
Niedługo po powrocie i przejęciu władzy, spotyka go jednak kolejna nieprzyjemna historia: tym razem związana z jego pierwszą żoną. (Imię małżonki nie zachowało się w historii, więc roboczo nazwijmy ją: Wanda). Otóż sułtan turecki, urażony niewdzięcznością Drakuli, wysłał swą armię z rozkazem odebrania mu władzy, wszystkich co ważniejszych narządów, a na końcu: życia, natomiast szanownej małżonce: jej czci niewieściej.
Wanda, dowiedziawszy się o nadciągającym wojsku wyszła na mury zamku i rzuciła się do rzeki. Lecąc wołała, że woli oddać ciało rybom niż pozwolić, żeby dotknął ją jakiś niewierny.
W tym miejscu, wychylając się przez blanki zamku Bran, znanego jako Zamek Drakuli, dochodzimy do wniosku, że skok z murów do pobliskiego potoku wymagał od Wandy formy przewyższającej możliwości Siergieja Bubki, a nawet żeńskiej reprezentacji olimpijskiej NRD z roku 1976. I zaczynamy wątpić....
Niesłusznie!
W owym czasie młody Drakula miał już ugruntowaną opinię uczciwego i prawego władcy. W dodatku – co zdarza się niezwykle rzadko – wszyscy, dosłownie, wszyscy poddani, gorliwie brali z niego przykład. Moda na nieposzlakowaną uczciwość rozpoczęła się wkrótce po tym, kiedy okazało się, że człowiek fachowo nawleczony na pal może przeżyć w tej pozycji nawet trzy dni, ani na chwilę nie tracąc przytomności.
Podziwiając mizerne fortyfikacje Zameczu Bran widać, że pełnił on częściej rolę posterunku celnego (za błędy w deklaracji celnej karano grzywną i nawleczeniem na pal) niż budowli obronnej. Z powodu braku odpowiednio liczebnej armii, doktryna obronna Drakuli polegała bowiem na zniechęcaniu przeciwników do przekraczania granicy. Na przykład: sułtan Mehmed II – zdobywca Konstantynopola – powrócił do domu w ważnej sprawie rodzinnej wkrótce po tym, jak jego 60 tysięczna armia napotkała na swej drodze dwadzieścia tysięcy tureckich więźniów nabitych na pal.
Spójrzmy prawdzie w oczy: nie ma śladów historycznych wskazujących na to, że Vlad III Ţepeş, zwany Drakulą (czyli synem smoka) kiedykolwiek bywał na zamku Bran. Opisana wcześniej historia z „Wandą” również wydarzyła się gdzie indziej. Hrabia Drakula z wiktoriańskiej powieści Stokera był postacią fikcyjną, a jego równie fikcyjny zamek znajdował się w zupełnie innym miejscu Karpat. Po co więc jeździć do Zamku Bran?
Bran jest po prostu jedynym miejscem w Transylvanii, gdzie hrabiego Drakulę spotyka się do dziś.
Drakula objawia się bowiem turystom w czasie zwiedzania: pod postacią młodego, śniadego mężczyzny odzianego w wykwintny strój z epoki i długi czerwony płaszcz. Ma długie, czarne, falujące włosy, gęste czarne brwi, i duże ciemne oczy. Zwykle dostrzega się go w odległym kącie jakiegoś pokoju, albo za plecami, na drugim końcu korytarza. Najczęściej nie porusza się, milczy. Tylko patrzy tymi wielkimi czarnymi oczyma...
Ujdzie, chociaż niektóre turystki wychodzą zawiedzione: niechby chociaż czasem gryzł....
Ostatnio edytowany przez ~Kris (2009-07-13 10:22:57)




