Temat: Chiny - Zupa z 'Obcego', czyli Opowieść Kulinarna
Kto był, ten wie, że kuchnia chińska w Chinach to nie to samo, co w Warszawie na dworcu PKP.
Wołowina w pięciu smakach i kurczak słodko-kwaśny występują tylko w bajkach.
Na chińskim stole, na wspólnym półmisku jest tylko ryż, i jakieś zielone kłącza (zawsze te same). Zapach sosu (zawsze ten sam) prześladuje mnie do dziś. Czy można jakoś opisać ten zapach? Proponuję następującą konstrukcję myślową: weź główkę zgniłej, zeszłorocznej kapusty. Włóż kapustę do miski, rozdepcz, i zalej wrzątkiem. Dymiącą miskę postaw pod stołem... i zaczynamy lunch.
W końcu jednak przyszła odmiana: po obowiązkowym wykładzie na temat mniejszości etnicznych (jest ich, zdaje się, w Chinach około pięćdziesięciu) zaproszono nas na tradycyjną potrawę mniejszości Yi. Potrawę - jak podkreślano – mięsną!
Gotująca się woda sprawiała, że wszystkie odnóża istoty znajdującej się w garnku poruszały się miarowo. Unosząca się nad powierzchnią bulionu ptasia głowa spoglądała na mnie z ukosa pojedynczym martwym okiem, a z otwartego dzioba – pod wpływem rosnącego ciśnienia – wydobywały się stopniowo kolejne elementy przewodu pokarmowego.
W annałach naszej wyprawy danie to przeszło do historii jako Zupa z Obcego.
Ostatnio edytowany przez ~Kris (2009-07-17 22:26:28)
